
GODZINY OTWARCIA i podstawowe informacje:
Cerkiew jest do dyspozycji turystów siedem dni w tygodniu. Przewodnik oddaje się do dyspozycji turystów przez cały dzień, lecz najlepiej by zwiedzanie mieściło się w godzinach od 10:00 do 19:00 (godzina zamknięcia zależy od pory roku, czy jest jasno). Turystów prosimy o rozważne dobieranie terminów zwiedzania, zazwyczaj w święta cerkiew jest nieczynna, w niektórych przypadkach można uprzednio telefonicznie się zorientować telefon do Pani Przewodnik: 606 357 108. (kliknij TUTAJ aby wyświetlić ogłoszenie z drzwi cerkwi) Można też na miejscu znaleźć Panią Przewodnik, pierwszy dom przy przystanku, przy wjeździe do wioski. Zobacz też na stronę cerkwi: http://cerkiew-radruz.horyniec.info
Koszt Biletów:
Normalny 5 zł
Ulgowy 2 zł
Najnowsza ciekawostka dotycząca cerkwi Radruskiej!
Pewnie wielu zadziwia na pierwszy rzut oka dziwne położenie cerkwi, brama wejściowa i mur jak widać na zdjęciach jest krzywy, dotychczas nie spotkałem się z takim rozwiązaniem, zawsze wyrównywano teren i często usypywano wzniesienie, by nawet na płaskim terenie cerkiew górowała nad innymi budynkami, można by powiedzieć, że jest w ten sposób bliżej Boga, dlatego tyle świątyń było budowanych na wzniesieniach, tutaj cerkiew jest położona w małej dolinie, i krzywym wzniesieniu. Czy takiej jakości obiekt mógł być potraktowany podrzędnie? Okazuje się, że projektanci z przeszłości byli bardziej pomysłowi niż mogło by się wydawać, pokazuje to zdjęcie poniżej. Wczesną wiosną wiedziony chęcią zrobienia niecodziennej fotografii cerkwi, jakiej jeszcze nie widziałem, wyszedłem na wschodnią skarpę i pomimo drzew dostrzegłem niemal od razu powód, dlaczego na początku cerkiew wydaje się być położona krzywo. Jak ukazuje zdjęcie, cerkiew FRONTEM ustawiona jest na wschód, frontem nie jest brama wejściowa, główne wejście do cerkwi kiedyś było z boku cerkwi, gdzie mogli wchodzić tylko mężczyźni, kobiety wchodziły tyłem do babińca. Jak widać na fotografii, wejście do dzwonnicy też jest ustawione na (mniej więcej) wschód. Ale to nie wszystko, tylko z tej skarpy, i z miejsca gdzie stałem widać zieloną trawę i budynek niemal jak na „patelni”, a to dzięki temu, że cerkiew jest położona na krzywym wzniesieniu i murem obniżającym się na wschodnią stronę, jednocześnie zwiększając kąt pochylenia strony zachodniej. Ta cerkiew to nie tylko perła architektoniczna, ale i cudo kompozycji przestrzennej! (to tylko niektóre z tajemnic tego obiektu, zgłębiając bardziej symbolikę, można się doszukiwać celowego umieszczenia kostnicy na północnej ścianie, jako martwego kierunku, wejście do świątyni najlepiej oświetlone od wschodu, brama wejściowa od południa, wskazująca porę rozpoczęcia nabożeństwa…

Cerkiew w Radrużu – perła Roztocza (artykuł z Nowin)
Jej doskonała bryła, z nawą krytą charakterystycznym namiotowym dachem z gontu, tonie w zieleni. Całość otacza biały mur z wapiennych ciosów. Miejsce zauroczy każdego, kto tu trafi.
Nic dziwnego, że greckokatolicki zespół z cerkwią obronną p.w. św. Paraskewy w Radrużu „będzie wpisany” na listę światowych dóbr kultury UNESCO.
Radruż jako osada istniał już w 1444 roku. Wioskę lokowano na prawie wołoskim. Kolejne wzmianki mówią nam, że była tu parafia i cerkiew ruska.
– Był też kamieniołom, z którego mieszkańcy wydobywali wapienne ciosy. Na nich posadowiono niejedną chatę i zbudowano solidny mur, jak choćby ten który okala cerkiew – mówi Janina Kulczycka z Powiatowego Centrum Kultury i Sportu w Lubaczowie. Od niedawna jest „klucznikiem” w cerkwi, a o rodzinnym Radrużu wie prawie wszystko.
Kiedyś szumiało tu ciepłe morze
Wszechobecny wapień nie znalazł się tu przypadkowo. Obszar obecnego Roztocza był dnem ciepłego morza mioceńskiego.
– W miejscu, gdzie teraz stoi cerkiew, 17 milionów lat temu była rafa koralowa – wyjaśnia dr Marek Wiśniewski, miłośnik Roztocza i autor publikacji regionalistycznych o tym rejonie.
Pani Janina mieszka kilkaset metrów od cerkwi. Kiedy dowiaduje się, że zbieramy materiał do cyklu „Szlakiem cudów Podkarpacia”, nie kryje zadowolenia. Lubi czytać o zabytkach i sama chętnie podzieli się swoją wiedzą o „cudzie z Radruża”.
Bierze z półki klucze i piaszczystą drogą prowadzi nas pod solidne wrota w wapiennym murze okalającym zabytek. Zgrzyt nieoliwionych zawiasów i naszym oczom ukazuje się posadowiona na niewielkim wzniesieniu drewniana cerkiew p.w. św. Paraskewy.
– Zbudowano ją głównie z modrzewia i dębiny – mówi dr Wiśniewski gładząc ręką spatynowane czasem belki.
Żelazne gwoździe zamiast drewnianych ćwieków
Świątynię zapewne fundował w 1583 roku starosta lubaczowski Jan Płaza herbu Topór. W latach późniejszych belki pokryto piękną polichromią. Do dzisiaj, oprócz wyposażenia w postaci mens bocznych ołtarzy, ładnej ambonki czy kamiennej chrzcielnicy, zachowały się spore fragmenty cennych polichromii z 1648 r.
Po II wojnie, kiedy nie była już miejscem kultu, popadała powoli w ruinę. Nowe życie tchnęli w nią konserwatorzy w latach 1963-1965.
– Ale popełniono wtedy spore błędy – podkreśla Wiśniewski. – Choćby taki kardynalny, że zamiast przybijania gontów drewnianymi ćwiekami, bito żelazne gwoździe. Bo było taniej.
Dzisiaj cerkiew pełni funkcje muzealne. Wpisany w 1993 r. na listę UNESCO zespół przyciąga tysiące turystów.
Cerkiew jak pudło fortepianu
Świątynia o późnogotyckich cechach ma typowy, trójdzielny układ: babiniec, nawa i prezbiterium zbudowane na jednej osi. Charakterystyczny, niespotykany na Roztoczu dach namiotowy zwieńczony jest czworoboczną kopułą zrębową z gontową „latarnią” i potężnym wykutym z żelaza krzyżem jerozolimskim. Nakrywa prezbiterium. Pozostałe części przykryto dachem dwuspadowym z drewnianych gontów.
Turystów często dziwi potężna „dziura” w ścianie pomiędzy nawą a prezbiterium. Pani Janina niedawno odkryła jej przeznaczenie. Stało się to wtedy, kiedy cerkiewkę zwiedzał znany aktor Jan Nowicki z grupką studentów. Zapadał wieczór. Weszli do środka. Nagle młodym przyszło do głowy, żeby coś zaśpiewać. Jedna z dziewczyn zaintonowała „Ave Maria”.
– Poczułam nagle, że powietrze w prezbiterium, gdzie staliśmy, dosłownie porusza się – opowiada Janina Kulczycka. – Że za moment kopuła zawali się nam na głowy. Odruchowo wszyscy odskoczyliśmy pod ściany i przywarliśmy ze strachu plecami do desek. To było niesamowite przeżycie – wspomina niedawne zdarzenie. Studentka śpiewała w cerkwi ale słychać ją było – jak się okazało – daleko we wsi. Taki otwór w drewnianej ścianie sprawia, że wnętrze świątyni staje się pudłem rezonansowym. Niczym fortepianu albo gitary.
Czy wiesz że…
W skład zespołu cerkiewnego wchodzi 20 ogromnych lip pamiętających czasy króla Jana III Sobieskiego.

A w soboty pod soboty
Marek Wiśniewski opowiada ciekawe historie o zadaszeniu wokół cerkwi. Wsparte na drewnianych słupach „soboty” są popularne w cerkwiach i kościółkach karpackich.
– Jedyne zachowane soboty na Roztoczu możemy zobaczyć tylko tutaj – wyjaśnia nasz przewodnik. Czemu służyły? Wyjaśnienie jest proste. Przed soborem watykańskim msze odprawiano tylko do godziny 11. Żeby zdążyć na „sumę”, pielgrzymi, którzy mieszkali bardzo daleko, przychodzili już w sobotę. Tu pod tymi podcieniami, na zewnątrz cerkwi czy kościoła nocowali. Była wtedy okazja żeby pogadać i wymienić wiadomości. – Te soboty spełniały wtedy taką rolę jak dzisiaj Nowiny czy Internet – śmieje się pan Marek.
Janina Kulczycka uzupełnia, że nocne rozmowy „ułatwiała” wcześniejsza wizyta w pobliskiej karczmie „U kościeła”. Soboty, oprócz tego że dawały pielgrzymom schronienie, miały też znaczenie praktyczne: osłaniały podwaliny i podtrzymywały zrąb cerkwi.
W skład zespołu wchodzi jeszcze drewniana dzwonnica z przełomu XVI i XVII wieku. Ma ciekawą konstrukcję: wsparta na słupach, z wydatnymi izbicami kryta gontem i z charakterystycznym bardzo niskim wejściem. W okalający cerkiew kamienny mur wkomponowana jest kostnica i tzw. Dom Diaka z II poł. XIX w.
Jak dojechać
Drogą około 3 km na południe od Horyńca Zdroju. Z głównej krzyżówki w Radrużu, gdzie szosa skręca w prawo, my udajemy się w lewo by po ok. 100 m spaceru stanąć u furty cerkiewnej.
Bywała tu Zapolska
Na zadbanym zielonym trawniku wokół cerkwi bieleją intrygujące krzyże nagrobne z bruśnieńskiego wapienia. To ślady przycerkiewnego cmentarza. Wśród zachowanych nagrobków szczególną uwagę zwraca przepiękna wapienna płyta leżąca na trawie.
Napis w starocerkiewnosłowiańskim języku głosi, że tu spoczywają prochy szlachetnie urodzonej Katarzyny Eliaszowej Dubniewiczowej, wójtowej radrużkiej. Jak wieść gminna niesie, Katarzyna była piękną dziewczyną, gdy wpadła w tatarski jasyr. W dalekich krajach pokochał ją bogaty władca, a gdy zmarł, Katarzyna wróciła do rodzinnego Radruża w pozłacanej karocy i za przywiezione skarby fundowała cerkiew…
Ale to magiczne miejsce przyciągało nie tylko księżniczki. Bywała tu często słynna pisarka Gabriela Zapolska.
- Tutaj, pod murawą jest zasypane wejście do podziemnej krypty rodu Andruszewskich – pokazuje dr Wiśniewski. Odkopywane jest tylko na czas pogrzebu. Ostatnio pięć lat temu. To właśnie Jan Andruszewski był tym „magnesem”, który przyciągał Zapolską do Radruża.
(artykuł z nowiny24.pl)
