Poniżej ciekawy wywiad z dr Markiem Wiśniewskim (także kandydatem do rady powiatu), który między innymi wyjaśnia, dlaczego powinniśmy szczególną uwagę zwrócić na wybory do rady powiatu. Będę wałkował ten temat, wyborów do rady, to dlatego, że w Horyńcu potrzebna jest spora mobilizacja, byśmy znów nie wylądowali na lodzie.

1)      Większość mieszkańców gminy zna Pana z działalności pedagogicznej, a także z propagowania medialnego Horyńca i okolic pod względem turystyki, skąd teraz zainteresowanie polityką?

dr Marek Wiśniewski: Nie nazwałbym tego polityką, startuję z listy bezpartyjnej. Jest to grupa działaczy gospodarczych, ludzi nauki regionalistów, którzy chcą coś od siebie dać dla naszej Małej Ojczyzny.

Sam pasjonuję się północno-wschodnim obszarem powiatu lubaczowskiego. Wychowywałem się na terenie gminy Cieszanów, mieszkałem bowiem w Chotylubiu, mój ojciec był tam leśniczym. W latach osiemdziesiątych byłem działaczem młodzieżowym w gminie Cieszanów. Teraz mieszkam na terenie gminy Horyniec Zdrój, gdzie ponad dwadzieścia lat pracowałem jako nauczyciel w Szkołach Podstawowych w Werchracie i Nowym Bruśnie oraz w Gimnazjum w Horyńcu. Związany jestem też z gminą Narol, gdzie byłem działaczem młodzieżowym oraz prowadziłem działalność gospodarczą (ubezpieczenia).

Uważam, że te trzy gminy są zapomniane przez ludzi i Boga, a przecież to prawdziwe  perły na turystycznych mapach Polski. Bardzo ciekawa przyroda, dziedzictwo kulturowe potrafi zachwycić nawet najbardziej wymagających turystów. Spotykając się z kuracjuszami często słyszę od nich, że przyjazd tu był wielką niewiadomą. Pytali: gdzie ten Horyniec? Choćby z tego powodu chcę pokazywać i promować te gminy, w których mieszkam, działam, które są mi bliskie a o których mogę powiedzieć dużo. Znam je bardzo dobrze. Jestem autorem dwunastu publikacji książkowych, około trzydziestu artykułów naukowych, popularnonaukowych, związanych z gminami Horyniec Zdrój, Cieszanów i Narol. Trudno nazwać to działaniem politycznym.

Jest jeszcze jeden element, o którym trzeba mówić. Mamy w Horyńcu sanatoria, które żyją „obok” gminy, sanatoria sobie – gmina sobie. Dobrze znaleźć wspólny mianownik. Organizacja jakieś cyklicznej imprezy, co dwa, czy co trzy tygodnie, (kulturalnej, sportowej) nie tylko dla kuracjuszy, ale i turystów oraz mieszkańców gminy. Taka cenna wizytówka Horyńca Zdroju i okolic.

Uważam, że mogę współpracować owocnie na rzecz Naszej Małej Ojczyzny w powiecie. Widzę jak wygląda sytuacja na naszym terenie, ale też i w innych podobnych miejscach, jako doktor nauk o Ziemi będę szczególnie intensywnie działał na rzecz promocji regionu, pozyskiwaniu funduszy unijnych na rzecz budowy i remontów dróg, które są warunkiem rozwoju regionu.

2)      Na swoim facebooku napisał Pan, że Horyniec nie ma swojego reprezentanta w radzie powiatu. Chyba większość mieszkańców nie orientuje się w tej sprawie, jakie to ma konsekwencje dla gminy Horyniec i jak temu zapobiec, na przykład w nadchodzących wyborach samorządowych.

dr Marek Wiśniewski: Myślę, że jest to rzecz fundamentalna przy tych wyborach, nie mieliśmy przedstawiciela we władzach powiatu przez ostatnie cztery lata. Zatem głos naszej gminy nie był słyszalny. Ma to bardzo ważne przełożenie dla gminy Horyniec Zdrój. Planowane  inwestycje gminy nie miały zwolenników w Radzie Powiatu. Nie mamy tam nikogo, kto mógłby stanąć w naszym imieniu. Efekty tego są widoczne, choćby w postaci dróg. Porównując się w tym zakresie z sąsiednimi gminami, na przykład z gminą Cieszanów, wypadamy blado. Na radzie powiatu padają pytania: jakie drogi się remontuje, budujemy to wnioski z Horyńca są rozpatrywane w dalszej kolejności, a w końcowym efekcie nie realizowane.

Co zrobić? Myślę, w wyborach powinien startować kandydat mający realne szanse, nie może to być kandydat, który dostanie

dwadzieścia głosów (od własnej rodziny). Musi to być kandydat, którego dostrzegą, który ma jakiś dorobek. Warto tutaj patrzeć na kandydata przez pryzmat jego dokonań, co zrobił i czego dokonał i czego może dokonać. Jakie ma kontakty, jak zaistniał w okolicy. I z tych kandydatów powinniśmy wybierać.

Bardzo ważną sprawą też jest to, że powinniśmy iść na wybory. To niedopuszczalne, że idzie do urn 30% wyborców w danej miejscowości. Później ludzie mają pretensje i żale do rządzących. Jeżeli pójdzie maksymalna ilość wyborców głosować, wtedy ten głos będzie mocniejszy!

Takim symbolem jedności jest gmina Narol, gdzie startuje znacznie mniej kandydatów i istnieje możliwość, że kandydat uzyska znacznie większą ilość głosów niż u nas, gdzie jest dwa razy więcej kandydatów. Pamiętajmy również, że w gminie Horyniec mieszka najmniej wyborców, dlatego żeby móc reprezentować gminę w powiecie frekwencja musi być wysoka.

3)      W każdych wyborach, głosujących najbardziej interesują tezy programowe kandydata. Czym chce Pan przekonać wyborców do siebie w tych wyborach, jeżeli chodzi oczywiście o mieszkańców gminy Horyniec.

dr Marek Wiśniewski: Po pierwsze młodzi. Mam sentyment do młodych ludzi, są bowiem otwarci na świat, mają świeże spojrzenie, są chętni do zmian, a te zmiany są potrzebne. Kluczowym postulatem mojej kampanii, jest działalność na rzecz młodych, na rzecz ich przyszłości. To działania odnośnie szkół, ich wykorzystania pozaświatowego. Marzy mi się akcja „Schronisko w każdej szkole”.

Można realizować różne projekty unijne na rzecz szkoleń, szczególnie właśnie dla młodzieży. Uważam, że wiedza pozwala na lepsze życie, należy dać możliwości młodzieży. Można na przykład tworzyć szkolenia z zakresu choćby rękodzieła, czy to kowalstwo, garncarstwo. Takie produkty można potem sprzedawać, mogą one również promować region.

Szczególnie ważną rzeczą jest promocja regionu, nie tylko dla turystów, ale i dla inwestorów, którzy stworzą u nas swoje firmy działające w symbiozie z uzdrowiskami.

U nas wielkim bogactwem regionu są ludzie, wykształceni, pracowici. Należy więc stwarzać warunki do inwestycji. Pomoże to między innymi zatrzymać młodych ludzi.

Inne inwestycje to na przykład działki dla mieszkańców większych miast (Warszawa, Lublin, Rzeszów czy Kraków). Coraz modniejsze są działki z domkami przeznaczone na wypoczynek. Będą oni w pewnym sensie promować Horyniec, będą zostawiać tu pieniądze, płacić podatki, kupować produkty. Możemy i powinniśmy tę koniunkturę wykorzystać, biorąc pod uwagę zaludnienie regionu.

Na płaszczyźnie promocyjnej już zrobiłem dużo – przewodniki, mapy, publikacje, audycje radiowe i telewizyjne. Udało mi się między innymi zaprosić do Siedlisk k/Hrebennego ogólnopolski program „Kawa czy Herbata” i tam przedstawiałem piękno Horyńca, który może być nazywany „Krynicą Wschodu”. Ci którzy przejeżdżają do nas chcą tu wracać i oby tak było. Właśnie na tej płaszczyźnie można wiele zrobić i głównie tym chcę się zająć.