Mont Blanc i … Horyniec-Zdrój – artykuł Jana Artymowicza

Jest podstawa aby kojarzyć Mont Blanc z…Horyńcem-Zdrojem. Czy pamiętacie mieszkańców naszej miejscowości Basię Piśko i Władka Kucla? Ja pamiętam…piękny warkocz Basi – mojej sąsiadki z „Shanghaja”, którego nie widziałem już prawie 40 lat, Władka troszkę mniej…no wiadomo… (śmiech), dziewczyny dłużej pozostają w pamięci. Ich drogi połączyły się i wspólnie „wylądowali” w Wejherowie. Ich syn Łukasz Kucel wraz z grupą przyjaciół 17 sierpnia br. o godz. 9.57 zdobyli „Dach Europy” – stanęli na najwyższym szczycie Europy – Mont Blanc.


Oto relacja jednego z uczestników Piotra Cholerzyńskiego z Konieczna, którą spisał Rafał Banaszek:
„Plan wyprawy na „Dach Europy” zrodził się podczas letniej wycieczki w Tatry, gdzie wieczorem w schronisku w Dolinie Pięciu Stawów Polskich przy tamtejszej szarlotce obradowaliśmy na różne górskie tematy i tak wtedy padły dwa magiczne słowa: „Mont Blanc”. Już wtedy wiedzieliśmy, że pierwszy krok za nami… – opowiada Piotrek.
Do końca 2011 roku uformował się cały zespół. W jego skład weszli: Piotr Cholerzyński z Konieczna, Daria Jantowska z Redy, Łukasz Kucel z Wejherowa oraz Małgorzata Ćwiek z Gdyni. Począwszy od nowego roku zaczęli systematycznie przygotowywać się do wyprawy. – Każdy miał swój własny indywidualny plan przygotowań. Należało się przygotować siłowo i kondycyjnie, także każdy wybierał odpowiedni tok przygotowań, w zależności od swoich zapotrzebowań – mówi Piotr Cholerzyński
AKLIMATYZACJA
Z Polski wyruszyli 10 sierpnia z zamiarem zdobycia w pierwszej kolejności innego czterotysięcznika – Gran Paradiso (4061 metrów nad poziomem morza). Jak mówi Piotrek, to miała być aklimatyzacja przed właściwym wejściem na Mont Blanc. – Przebiegła zgodnie z planem, drugiego dnia zdobyliśmy szczyt Gran Paradiso – wspomina 26-latek z gminy Włoszczowa.
Po jednodniowym odpoczynku rozpoczęli dalszą wędrówkę po stronie francuskiej. Po drodze na lodowiec dowiedzieli się od napotkanych rodaków, że dzień wcześniej zginęła tutaj kobieta na wysokości 3863 metrów. – Ta wiadomość wywołała wśród nas trochę niepokoju – wspomina Piotrek. Ale to nie był jedyny problem. Około godziny 3 rano naszych wspinaczy zastała burza, która trwała cztery godziny. Przetrwali ją
GÓRA ZDOBYTA
Po drodze na wierzchołek Mont Blanc ekipa naszych wspinaczy spotkała zespoły, które schodziły już na dół po zdobyciu szczytu. Wśród nich byli Francuzi, Włosi, Niemcy, Rosjanie, Polacy, Japończycy. Wymienili się z nimi pozdrowieniami i cennymi informacjami.
– Zimny wiatr dawał nam uciążliwie znać o sobie, a powietrze stawało się coraz rzadsze i każdy z nas odczuwał tego skutki. Atakowaliśmy Mont Blanc już ponad sześć godzin, powinien być tuż tuż… W końcu naszym oczom za ostatnim wzniesieniem ukazało się wypłaszczenie terenu. Już wiedzieliśmy, że to tu. Zdobyliśmy Mont Blanc o godzinie 9:57! Na szczycie zastaliśmy trójkę Francuzów, którzy winszowali nam wejścia. Gratulowaliśmy sobie nawzajem, zrobiliśmy kilka zdjęć i postanowiliśmy wracać na dół, bo góra jest zdobyta, jeżeli się z niej zejdzie… w jednym kawałku – śmieje się Piotrek.
CZŁOWIEK MOŻE WSZYSTKO
– Schodząc na dół, powoli do nas docierało, że dziś właśnie stanęliśmy na najwyższym szczycie Europy! W każdym z nas buzowała euforia – wspomina mieszkaniec Konieczna. – Dzięki dobremu przygotowaniu, niemal doskonałej organizacji, każdy z osobna spełnił swoje małe marzenie. Z wyprawy przywieźliśmy mnóstwo zdjęć i jeszcze więcej wspomnień, bo przeżywanie tak wspaniałej przygody z przyjaciółmi to wielka frajda i przekonanie, iż człowiek może wszystko”
Gdzieś tam w oddali w kraju i zagranicą, żyją ludzie, którym słowo „Horyniec” bardzo mile kojarzy się. Tam tworzą dalszą historię swojego życia i tylko dzięki Internetowi, często są z nami i nam tutaj „kibicują” w rozwoju naszych stron, i uczestniczą także w naszym życiu. Wielokrotnie pisano tutaj o osiągnięciach osób z horynieckim rodowodem i myślę, ze powinno to być kontynuowane. Ten opisany tutaj sukces jest choć troszkę kojarzony z naszą miejscowością. Możemy być dumni z tego powodu. Mam nadzieję, że Łukasz dośle nam jeszcze kilka fotografii z tego wyczynu abyśmy mieli już pełny obraz ciężkiej drogi na szczyt. Oczywiście oczekujemy kolejnej relacji z następnych górskich „wyczynów”.
Jan Artymowicz